poniedziałek, 8 grudnia 2008
JA SIę KOCHAM, A TY śPISZ...
Ale od początku: samoakceptacja jak sama nazwa wskazuje jest to akceptowanie własnej osoby. Jest to inaczej miłość, szacunek i zaufanie do samego siebie. Proste, prawda? To weź spójrz teraz w lustro i powiedz 5 miłych słów o sobie... I jak, udało się? Jeśli znalazłeś/znalazłaś tych 5 prostych słów to możesz sobie dać spokój z czytaniem dalszego tekstu, bo temat Cię najwyraźniej nie dotyczy. Z kolei te osoby, które nie potrafiły znaleźć tych pięciu magicznych słów zapraszam do dalszego akapitu i przeczytania, co Szef ma Wam do powiedzenia.
Kim jesteś, że nie znalazłeś tych kilku prostych wyrazów aprobujących Twoją osobę? O czym pomyślałeś/pomyślałaś? Że masz krzywy nos, wielkie oczy, trądzik na twarzy czy, że po prostu jesteś do niczego? Cokolwiek Ci do łba nie wpadło - jedno jest pewne - nie szanujesz siebie! Nie doceniasz własnych zalet i najchętniej pozamieniałbyś się z innymi, bo przecież inni są lepsi od Ciebie! Są ładniejsi, mądrzejsi, inteligentniejsi, bogatsi, ciekawsi, a Ty co masz im do zaoferowania??? Jesteś takim zerem bądź jakby to powiedział Linda w "Psach": materiałem odpadowym, a Twoje miejsce jest na wysypisku śmieci! Nic nie potrafisz, nic nie umiesz, do niczego się nie nadajesz, Twoja obecność uprzykrza tylko innym życie. Jak często utożsamiałeś się z tym co właśnie napisałem? Jak często masz żal, pretensje do siebie, że się w ogóle urodziłeś?
Najgorsze jest to, że na brak samoakceptacji cierpi mnóstwo ludzi, którzy nie zawsze są tego świadomi. Nienawidzą siebie, obwiniają się za całe zło, a w lustrzanym odbiciu widzą jedynie żal i smutek. Niezwykle wpienia mnie takie zjawisko, gdyż niewątpliwie mogę uznać, że ze wszystkich problemów na świecie brak samoakceptacji jest zjawiskiem najbardziej zagrażającym każdemu! Często nawet malutki, tyci problem przy braku szacunku do siebie urąga do miana Titanica!!! Jeśli faktycznie nienawidzisz siebie, to wiedz, że jesteś hiperbolistą! Masz skłonności do przesadyzmu, nawet mały kłopocik jest dla Ciebie życiowym dramatem, gdyż wychodząc z założenia, że i tak nic nie potrafisz nie bierzesz się nawet za jego rozwiązanie! Najlepiej co potrafisz to siedzieć na tyłku, obwiniać się za wszystko i nic z tym nie robić!!! A kiedy ktoś już wyciąga do Ciebie rękę z pomocą, odrzucasz ją, bo na nic przecież nie zasługujesz, a swoimi czynami możesz tylko ranić! Oczywiście, masz prawo tak myśleć, nikt Ci nie broni! Tylko powiedz mi, a przede wszystkim powiedz sobie dlaczego tak jest? Co takiego zrobiłeś/zrobiłaś w życiu, żeby tak się poniżać? Kogo skrzywdziłeś/skrzywdziłaś, że najchętniej zakopałbyś się pod ziemię? Albo dlaczego nie wychodzisz do ludzi? Jest Ci źle z Twoim wyglądem czy też charakterem bądź z jednym i drugim? Spójrz jeszcze raz w lustro... Masz wielkie oczy? Ja też, a do tego mam bicykle, które mi je jeszcze powiększają. Masz krzywy nos? Ja też, do tego z przekrzywioną przegrodą nosową. Garbisz się, ja też i jakoś z tym żyję. Masz trądzik? Ja też, mimo, że z nim walczę od tylu lat. Skrzywdziłeś kiedyś kogoś? Mnie też się zdarzało krzywdzić ludzi i jakoś żyję. Nie radzisz se z czymś w życiu? No patrz, ja też wszystkiego nie pojmuję, bo jeszcze się taki nie urodził, który by we wszystkim dogodził. W takim układzie co nas od siebie różni? W czym jesteś gorszy ode mnie bądź w czym jestem lepszy od Ciebie??? Nie jestem Brad Pitt, kiepski ze mnie playboy, za niektóre cechy charakteru też można by mnie skarcić, a jakoś siebie jednak lubię. I właśnie w chwili obecnej to jest największa różnica między Tobą a mną: ja siebie kocham, Ty nienawidzisz. Nie ukrywam tego, kocham siebie strasznie i nie uznaję tego za przejaw zarozumiałości i pychy. Po prostu wiem, że zawsze trzeba zaczynać od siebie: mam kochać kogoś, OK, ale najpierw muszę pokochać siebie. Jeśli chcę szanować kogoś, OK, muszę zacząć od szacunku do siebie itp. itd. Miewam w życiu porażki, jak każdy, ale się nie załamuję, idę do przodu. Nie jestem idealny, ale też nie jestem na tyle zły, żeby się nienawidzić. Nie zabiłem nikogo, nie zgwałciłem, nie wykorzystałem, więc jeszcze na miano człowieka zasługuję! Owszem, zraniłem sporo osób, ale jestem tylko człowiekiem i mam prawo to robić, a raczej się mylić w stosunku do niektórych osób. Ja jestem Tobą - Ty jesteś mną. Nie ma gorszy, lepszy, fajniejszy, ciekawszy - my to jedno, jeden człowiek, jedna siła, jeden sens. A sens jest taki, że choćbym nie wiadomo jaki był brzydki, mniej zdolny umysłowo, mniej zabawny itd. to i tak kocham siebie, bo akceptuję siebie takim jestem! Jeśli nie zmienię pewnych cech, czy to fizycznych, czy to charakterologicznych to po co mam się wiecznie naburmuszać, skoro i tak nic w ten sposób nie zyskam? Choć wiem, że jestem wadliwy to i tak zawsze znajdę jakieś zalety i Ty także je znajdziesz, tylko się z leksza przyłóż! Jestem jaki jestem i takiego siebie kocham i Ty również powinieneś siebie kochać takim, jakim jesteś. Jeżeli ja zasługuję na to, żeby żyć i się tym życiem cieszyć - to Ty tym bardziej - i nie zapominaj o tym nigdy, bo naprawdę warto...
Chrrrrr, chrrrrr
czwartek, 17 kwietnia 2008
KARA śMIERCI
Dziś skupię się na aspekcie, który nurtuje mnie już od dłuższego czasu i w wielu środowiskach budzi kontrowersje. Tematem tym jest kara śmierci, a raczej jej stosowanie. Jak powszechnie wiadomo, w Unii Europejskiej i Kościele Katolickim (między innymi) kara ta jest krytykowana i zabraniana. W Polsce tego typu kar nie wykonuje się od 1988, a wiadomo, że jej wcześniejsze stosowanie było dosyć częste i to w stosunku do osób, które na nią całkowicie nie zasługiwały (opozycjoniści, duchowni, wolnomyśliciele). W w tym roku mija właśnie 20 lat, jak się już takiej kary nie stosuje, jednak czy słusznie? Oczywiście, że za jazdę po pijaku, pobicie, włamanie, kradzież nie powinno się w ten sposób karać. Ale co z mordercami, gwałcicielami? Staram się być człowiekiem twardym i zasadniczym i niejednokrotnie próbuję postawić się w sytuację różnych ludzi. Teraz stawiam się w roli rodziców pewnego 12-latka z Tarnowa, który został zabity, a następnie poćwiartowany przez 27-letniego pojeba. Pojeb to nawet mało powiedziane, ale nie czas na miłe epitety dla takiego zwierzęcia. Owy pojeb otrzymał za to 25 lat pozbawienia wolności. 25 lat!!! 25, gdzie po 15 może wyjść na wolność za dobre sprawowanie!!! Sprawa miała miejsce 8 lat temu, więc jak dobrze pójdzie to koleś za 7 lat wyjdzie z pierdla i se będzie spokojnie chadzał po świecie! A kto mi da gwarancję, że nie powtórzy takiej akcji ponownie??? Kto zapewni moim przyszłym dzieciom bezpieczeństwo, skoro będę świadom, że taki jeleń chodzi po świecie? I tu już nawet nie chodzi tylko o niego, bo takich przypadków jest znacznie więcej! W województwie małopolskim 22-letni student zabił 16-latkę, która była z nim w ciąży! Jego sprawa jest w toku, ale ile może dostać w tym kraju maksymalnie? No dożywocie, a dla niewtajemniczonych od razu mówię, że w przypadku takiej kary po 25-latach istnieje możliwość wyjścia na wolność!!! Zresztą ilu już takich szmaciarzy opuściło kicie??? Pamiętam jak dziś, kiedy parę lat temu pewien dzieciobójca po wyjściu na wolność zamordował ponownie!!! I co, zdała mu się na coś ta wielce resocjalizacja w więzieniu, skoro po wyjściu dalej robił to co robi, czyli mordował?! Mordował z zimną krwią niewinne dzieci, które mają prawo do wolności i godnego, długiego, szczęśliwego życia, więc jakim prawem ten skurwiel im to życie odebrał?! W ogóle jakim prawem taki skurwiel jeszcze żyje?!?! Teraz pobawmy się w empatię i wczujmy się w sytuację rodziców tych dzieci: jakiej kary byś żądał dla takiego chorego bydlaka na ich miejscu??? Dożywocia? Co mu po dożywociu, skoro do końca życia i tak będzie egzystował za pieniądze z Twoich podatków z tą różnicą, że w więzieniu?! Mam 18 lat i nie mam własnych dzieci, ale mam rodzinę, którą strasznie kocham i za którą jestem gotów oddać życie. I gdyby kiedykolwiek taka krzywda przytrafiła się komuś z mojej rodziny, to przysięgam na wszystko co mi bliskie - zajebałbym z zimną krwią i gówno by mnie obchodziło prawo humanitarne albo wybaczanie, którego naucza wielce Kościół!!! Gówno by mnie nawet obchodziło to dożywocie, które bym później dostał za takiego pojeba!!! I 10:1, że podobne odczucia mają rodzice tych bezbronnych ofiar, którzy chyba podobnie jak ja żądaliby destrukcji gnoja! Bo racja jest taka, a Szef ma zawsze rację: takie śmiecie nie mają prawa bytu! W krajach, gdzie kara śmierci jest zabroniona samosąd jest wyjściem idealnym! Bo kim jest ów morderca, aby mógł żyć dalej, kto mu dał prawo odbierania życia niewinnym ludziom, kiedy jemu samemu nie można zrobić tego samego?! Wiem, że to nie zwróci już niczyjego życia, ale zawsze może uratować kolejne, a poza tym myślę, że dopiero wtedy jest to sprawiedliwe!!! Krótko i zwięźle, jak w Kodeksie Hamurabiego: oko za oko, ząb za ząb, a w tym przypadku życie za życie! Więc pytam jeszcze raz: co mu po tym dożywociu, skoro prędzej czy później praktycznie i tak wyjdzie i dalej będzie stwarzał zagrożenie dla otoczenia?! Krzesło elektryczne, komora gazowa, powieszenie, rozstrzelanie, no cokolwiek, byle śmieć szybko odszedł z tego świata!!! Ale nawet i takie metody są nieadekwatne!!! Powinno się takiego postawić na krześle i torturować przez długie godziny aż sam nie skona!!! Wiem, że to co mówię jest drastyczne, a metoda z krzesłem była wykorzystywana przez nazistów i komunistów. Jednak uważam, że taki śmieć nie ma prawa do życia, baaaaa, nie ma prawa nawet do godnej śmierci, która w jego przypadku powinna być bolesna, długa i powolna!!!
sobota, 2 lutego 2008
ZWIąZEK
Dzisiejszym tematem są związki współczesnej młodzieży, które potrafią mnie czasem zirytować do granic możliwości. Powód banalnie prosty: większość związków można porównać z więzieniem!!! Baaa, w więzieniu jest nawet lepiej, bo tam przynajmniej nikt nie ma prawa ograniczać Ci kontaktu z ziomami! Już niejednokrotnie widziałem przypadki, kiedy to chłopak własnej dziewczynie zabrania wizyt z koleżankami bez jego udziału, a dziewczyna robi to samo, tyle, że na odwrót!!! Ludzie, przecież to patologia, jakich mało! Gdzie takie osoby mają mózgi? W ogóle czym jest dla Was związek? Dla mnie jest to bycie ze sobą dwóch partnerów, których łączy wzajemna sympatia (a czasem też miłość), szczerość i zaufanie! ZAUFANIE! Wedle mnie to słowo zanika w dzisiejszym świecie. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że facet zabrania się spotkać solo z koleżankami? Co ona, zgwałci je bądź pójdzie na inne towary?! Ja znam osobiście jeszcze gorsze przypadki, kiedy facet (dziewczyna zresztą też) zabrania swemu partnerowi kontaktów z płcią przeciwną!!! No szlag mnie trafia na samą myśl o tym! Może i jest to nawet jeden z powodów, przez który na dzień dzisiejszy jestem sam? Może, bo jestem niezwykle otwartym człowiekiem na nowe znajomości i jak to mówią znajomi „lubiącym latać po koleżankach” (od razu mówię, żeby się Wam zboczeńcy nie kojarzyło dwuznacznie). I teraz załóżmy, że mam dziewczynę i ona mi wyjeżdża z tekstem, że koniec kontaktów z laskami?! To ładnie musi mieć ze łbem!!! Tey, no to jest czysta arytmetyka: kilkanaście (co najmniej:D) koleżanek na jedną lachę! No co byś wybrał??? No ja tak samo, dlatego jestem sam:P. Co nie znaczy, że zawsze tak będzie, na dzień dzisiejszy po prostu czekam na dojrzałą osobę, która mi ufa i zaakceptuje moje koleżanki! A jeżeli używam tu słowa „ufa”, to mam na myśli, że będzie świadoma tego, że dla mnie liczyć się będzie tylko ona, a koleżanki mam od miłej konwersacji, a nie skoku w bok, jak to często niektórym fantazja figluje! Nawet były dwie takie kiedyś, z którymi kręciłem. Wszystko się zapowiadało si, dogadywaliśmy się, ale kiedy zaczęły mi wyjeżdżać z pretensjami o laski to zaraz im pokazałem drzwi z krótkim uprzejmym słowem „adieu!”. Tak jest, było i tak będzie!!! Dziewczyna mojego życia musi mieć do mnie bezgraniczne zaufanie, nie może ograniczać i zabierać mi rzeczy dających mi szczęście! Sama dostała by ode mnie to samo, a nawet więcej: miłość, bezpieczeństwo, szczerość, zaufanie i wolność!!! Bo gdybym jej nie ufał to prosta sprawa, żebym z nią nie był!!! W ogóle na czym polega istota związku? Bo wedle mnie między innymi na dawaniu szczęścia własnemu partnerowi. A musimy wiedzieć, że choć dla naszego partnera często jesteśmy kimś, kto daje szczęście, to musimy być świadomi, że nie jesteśmy jedynym źródłem tego szczęścia. Nasz luby/luba ma także inne potrzeby, które nie zawsze sprowadzają się do nas samych. Więc jeżeli naprawdę zależy nam na naszych sympatiach, to ufajmy im i nie ograniczajmy, jeżeli ich działania nie krzywdzą nas ani nie łamią ogólnie przyjętych zasad moralnych. Związek powinien być źródłem szczęścia, a nie ograniczeniem wolności… Z kolei jeśli nie ufasz jemu/jej, to dajcie se spokój, bo nie ma prawa być wówczas o mowy o dojrzałym związku…
SZEF MA ZAWSZE RACJę:
1. Człowiek jest istotą wolną, której nie ma prawa ograniczać nic ani nikt.
2. Człowiek ma potrzeby, które jeśli nie krzywdzą drugiego człowieka ani nie łamią ogólnie przyjętych zasad moralnych - ma prawo zaspokajać.
3. Człowiek, któremu zależy na drugiemu człowiekowi powinien dbać o jego szczęście.4. Człowiek musi wiedzieć, że nie zawsze stanowi on jedyne źródło szczęścia, jakiego potrzebuje drugi człowiek.
5. Nie ograniczaj, byś sam nie był ograniczanym*
*nie tyczy się Szefa
niedziela, 30 grudnia 2007
PODSUMOWANIE roku 2007
Z racji, że dziś mija 365 dzień roku 2007, pozwolę sobie podsumować jego wydarzenia.
Najpierw może zacznę od najważniejszych wydarzeń w kraju i na świecie. Zapewne każdy się ze mną zgodzi, że było to wygranie organizacji Mistrzostw Euro 2012 w Polsce (18 kwietnia 2007) oraz wybory nowego rządu (21 październik 2007). Uważam, iż organizacja tych mistrzostw jest jedną z najwyższych zaszczytów jakie można osiągnąć oraz szansą na wzrost gospodarki w naszym kraju. Jednak czy nasz rząd podoła obowiązkom, jakie niesie ze sobą ta organizacja? Nie wiem jak Wy, ale ja będę się bacznie przyglądał przygotowaniom w nadziei na sukces naszych szacownych urzędników. Z kolei 21 października odbyły się wybory parlamentarne, które wygrało PO. Czy są oni lepszym rządem? Tego nie wiem, jednak fakt, iż w rządzie, a nawet w Sejmie nie ma Samoobrony i LPR-u napawa mnie wyjątkowym entuzjazmem. Jak wiadomo PO weszło w koalicję z PSL, na ile jest to skuteczne rozwiązanie będzie można dopiero stwierdzić później, bo na razie obie partie mają zbyt krótki staż. Ja mam jednak nadzieję, że znajdzie się te 10% na podwyżki dla nauczycieli, a skąd, to już nie mój problem. Skoro mowa o partiach, należy również wspomnieć o słynnej seksaferze w wykonaniu Katarzyny Krawczyk, Stanisława Łyżwińskiego oraz oczywiście Andrzeja Leppera. Doprawdy umieram z ciekawości kto jest ojcem dziecka bezpruderyjnej Anety K., która nie wstydzi się niczego. Ze względu na moją wyjątkową „sympatię” do lewicy pozwolę sobie również przypomnieć o syndromach filipińskich byłego (na szczęście) prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, któremu wakacje na Filipinach wyraźnie zaszkodziły. Oj „Mordo Ty moja”, nawet dzieci wiedzą, że żaden alkohol choroby nie wyleczy… Teraz wydarzenia z MEN-u: w tym roku religia została zakwalifikowana jako przedmiot liczony do średniej (na ten temat umieszczona została stosowna notka), a pan Giertych wybrał zajebiaszczą garderobę dla uczniów. Obiecał darmowe podręczniki, a zamiast tego zagwarantował dodatkowe wydatki na mundurki. Rodzice się cieszą, że znowu im portfele schudną, a dzieci, że chodzą w stylu mistera G.:). Z kolei ze świata pozwolę sobie wspomnieć jedynie o trwającej wojnie w Iraku pochłaniającej setki tysiące ofiar, której końca nie widać…
Teraz coś dla fanatyków samochodów takich jak ja, więc wszelkie osoby nieznające się na czterech kółkach proszę o ominięcie tego akapitu. Przede wszystkim należy wspomnieć o znaczącym wzroście (bo aż o 23%) sprzedaży pojazdów nowych w stosunku do roku poprzedniego i to przy niesłabnącym imporcie samochodów z Zachodu. Liderem rynku jest Toyota, później Skoda, a na trzecim miejscu uplasował się Fiat. Do tego w tym roku na rynek weszły takie pojazdy jak Mercedes C-klasa z dziwnie wyglądającym kokpitem, Ford Mondeo, który wedle mnie jest spłaszczoną wersją Forda S-Maxa ze zmienioną karoserią oraz Renault Laguna, która prezentuje się równie dobrze jak gigant w maluchu. W minionym roku stworzono również następcę Peugeota 307 – model 308, który wedle mnie wygląda gorzej od poprzednika, ale być może będzie mniej awaryjny. Ze wschodu przybyła do nas Kia Cee’d, samochód stworzony w Europie z myślą o rynku europejskim. Jak na razie prezentuje się dobrze zmieniając diametralnie tandetną przeszłość koncernu, co potwierdzają wyniki sprzedaży – ponad 4 tysiące egzemplarzy od czasu wejścia na polski rynek. Uważam, że dla zmotoryzowanych Polaków największym hitem minionego sezonu jest wejście na rynki międzynarodowe kultowego następcy Fiata 500, czyli nowego Fiata 500. Jest to o tyle ważne, iż włoski producent tak bardzo ufa naszym fabrykom, iż jego produkcję zlecił tylko i wyłącznie pracownikom w Tychach. Jak na razie model ten sprzedaje się jak świeże bułeczki, a popyt wciąż rośnie. Było optymistycznie, teraz będzie mniej entuzjastycznie. W minionym roku w Polsce zbudowano aż 8 kilometrów autostrad!!! Brawo, bis dla naszego rządu, że przez 12 miesięcy udało mu się stworzyć aż 8000 metrów autostrady, co daje nam łączną sumę 674 kilometrów autostrad w całym kraju!!! Ale nie ma co się przejmować, w końcu autostrada A1 w Niemczech ma długość zaledwie 730 kilometrów, ale fakt, że w jest tam ponad 50 takich autostrad chyba nikogo nie przeraża!! W ogóle dlaczego ja się złoszczę, przecież na każdego Polaka przypada aż 1,76% autostrady (źródło „Auto Świat”)!!! Ale nie bójmy się, przecież przy takim tempie nasze praprawnuki będą mogły się nacieszyć przyjemnością, jaką jest jazda po polskich autostradach.
Teraz wydarzenia z mojego życia… W tym roku poznałem wielu sympatycznych ludzi, którzy starają się mnie obdarzać przyjaźnią i odwrotnie. Ludzi, którzy mi się zwierzają i którym ja się zwierzam, tak więc kochani, dziękuję, że jesteście i mnie wspieracieJ. Zaznałem wreszcie smaku dorosłości oraz odebrałem swój pierwszy dowód osobisty. Ponadto rok 2007 wspominam jako sezon wiecznych melanży i wieeeeeeeelu promili spożytych z ekstra ludźmiJ. Zapisałem się wreszcie na wymarzone prawo jazdy, które w przyszłym roku mam nadzieję zdać oraz stałem się mądrzejszy na wskutek odbytych doświadczeń przez 365 dni. Pierwszy raz zarobiłem wreszcie własne pieniądze przez ciężką pracę, w której przynajmniej było śmiesznie (Mazowsze Rulezz:D). Do tego założyłem ten blog, w którym mogę z czystym sumieniem usypiać czytelników:P.
Czego bym chciał w nadchodzącym roku 2008? Na razie moim największym marzeniem jest zdanie prawka i bujana samochodem po autostradach, których mam nadzieję będzie więcej. Chciałbym dalej poznawać ciekawych ludzi oraz móc nieść im pomoc. Jak powiem, że chcę pokoju na świecie to będzie zbyt banalne, ale tego też chcę. Pragnę też zrozumienia wśród ludzi którzy mnie nie rozumieją i abym sam też ich rozumiał, żeby moje metody w tym co robię były lepsze i żebym poznawał nowe. Zapewne moi bliżsi znajomi chcieliby usłyszeć, że pragnę związać się wreszcie z kimś na stałe, ale mają pecha – na takie rzeczy przyjdzie jeszcze pora, teraz jest czas na używanie sobie z życia (w granicach moralności oczywiście:P). Z cech charakteru jakich pragnę to aby nigdy nie opuszczał mnie mój niepohamowany optymizm, żebym zawsze starał się dostrzegać dobre strony i wizje przyszłości, czego życzę również i Wam. Czytelniku, który usypiasz przy tym blogu: z okazji Nowego Roku życzę Ci, abyś był zawsze szczęśliwy, radosny, uśmiechnięty, żebyś zawsze starał się myśleć racjonalnie, a przy tym entuzjastycznie, i abyś cenił to co masz i ludzi którzy Cię otaczają, bo to oni są sensem naszego istnienia!
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2008!
sobota, 29 grudnia 2007
MATURA z religii
Dzisiejszy temat dotyczy kolejnego pomysłu pewnego zdolnego inaczej ministra z LPR, który zaproponował dobrowolne zdawanie matury z religii.
Już chyba każdy zna moje podejście odnośnie religii w szkołach, więc nikogo zapewne nie zdziwi fakt, jeśli maturę z tego przedmiotu również uznam za totalną durnotę! Po raz kolejny nasuwa mi się pytanie: żyjemy w państwie kościelnym czy świeckim? Moi mili, uznałbym ten pomysł za dobry, jednak tylko wtedy, gdyby była to matura z RELIGIOZNAWSTWA! Ale nie, jest to matura z religii rzymskokatolickiej, gdzie trzeba pisać o Głównych Prawdach Wiary, Dekalogu i reszty regułek jakie uznaje Kościół. I znów jest to dla mnie akt braku tolerancji wobec innych religii! Dlaczego ewentualna matura z tego przedmiotu miałaby dotyczyć tylko i wyłącznie katolicyzmu pomijając inne wyznania jak Islam, protestantyzm, prawosławie?! Gdzie na mapie Polski jest pieczątka: Rzeczpospolita Polska Katolicka?! Czy naprawdę w tym kraju nie dostrzega się innych wyznań, poglądów? Pomysł uznałbym za dobry, gdyby dotyczył on wszystkich ważniejszych (popularniejszych wyznań), gdzie np. trzeba podać wszystkich bogów w hinduizmie bądź historię Islamu. Od razu powiem, że mnie osobiście czegoś takiego na religii uczą, ale z góry zakładają, że są to chore wyznania, więc wątpliwe, aby coś takiego znalazło się na maturze z owego przedmiotu!
W tym momencie pragnę zauważyć swoistą hipokryzję Kościoła Katolickiego. U mnie Ksiądz mówiąc o hinduizmie i jej przeszłości głosił, jaka to zła i bezwartościowa religia. A dlaczego nikt w szkole nie mówi nam o świętej inkwizycji, która paliła heretyków na stosie? Dlaczego milczą o Radiu Maryja, stacji propagującej rasizm w Polsce? Dlaczego słowa nie wspomną, że w Kościele Katolickim istniał papież Aleksander XVI, który produkował dzieci na lewo i prawo i którego uważa się za twórcę mafii?! Śmiać mi się chce, kiedy słyszę, że chrześcijaństwo to jedyna droga człowieka do zbawienia, która od wieków świeci przykładem! Olek XVI, który bzykał panienki z ulicy ma być dla mnie wzorem, a palenie ateisty na stosie mam wychwalać?! Cieszę się jedynie, że te wszystkie czasy dawno minęły i że dziś Kościół jest w miarę cywilizowany, jednak dlaczego zabrania on stosowania antykoncepcji lub nakłada celibat na duchownych?! Jakoś w protestantyzmie celibat zniesiono i nikt nie narzeka, za to wśród księży katolickich szerzy się pedofilia! Wszystkie te moje argumenty nakłaniają mnie do ateizmu, a raczej deizmu. Wierzę w Boga, ale nie uznaję Kościoła Katolickiego, ale przez mądrego pana z LPR muszę chodzić na religię i głosić na lekcji poglądy sprzeczne często z moimi własnymi.
Moi kochani, niektórzy z Was czytając ten blog mogą poczuć się pokrzywdzeni, dlatego na końcu dodam krótkie sprostowanie. Choć jestem deistą, szanuję wszelkie panujące na świecie religie, które nie krzywdzą bezpośrednio istoty ludzkiej. Choć wyraziłem się niepochlebnie na temat Kościoła Katolickiego, wiedzcie, że akceptuję istnienie tego Kościoła oraz innych wyznań oraz niekiedy doceniam jego wkład w sytuację na świecie (jak np. namowy do pokoju). Szanuję wszelkie wyznania, zarówno katolików jak i protestantów, Żydów jak i muzułmanów, księży jak i świeckich. Poprzez zamieszczenie tego tekstu nie chcę nawracać wierzących na ateizm bądź deizm, bo jest to bezsens. Pisząc ten blog pragnę wyrazić bunt przeciwko szerzeniu wiary katolickiej w oświacie chcąc udowodnić, że jest to jawna dyskryminacja innych wyznań w Polsce. Chcę żyć w kraju świeckim, gdzie rząd i MEN (Ministerstwo Edukacji Narodowej) skupiają się jedynie na merytorycznych dowodach istnienia świata, a nie cudach bądź prawdach głoszonych przez Watykan. Uważam, że Kościół powinien być wyraźnie oddzielony od rządu i nie powinien mieć żadnego wpływu na edukację w polskich szkołach publicznych. Pewien duchowny powiedział, że dzięki maturze z religii wierzący będą mogli łatwiej się dostać na seminaria bądź studia teologiczne. Natomiast ja sądzę, że będzie to tylko i wyłącznie utrudnienie, bo i tak aby dostać się na obrany kierunek – należy zdać egzaminy wewnętrzne. Dlatego będzie to zbędna trudność dla wierzących niosąca zarazem dyskryminację wobec innych religii. Bądźmy krajem świeckim, gdzie ludzie mają prawo do swobodnego głoszenia poglądów i wyznań, gdzie toleruje się wszystkie istniejące religię, a nie wskazuje za panującą Kościół Rzymsko-Katolicki nie dostrzegając innych teorii na istnienie świata.
czwartek, 27 grudnia 2007
SEKS i gównażeria
Moim dzisiejszym tematem, jaki pragnę poruszyć jest seks wśród nastolatków.
Kolejny raz z rzędu miałem okazję przeczytać fragmenty czasopism dla nastolatków, gdzie często w trybunie „Nasze problemy” nierzadko znajdę taki oto tekst:
„Mam 15 lat, od 3 miesięcy chodzę z dziewczyną i chciałbym zacząć z nią współżyć, ale nie wiem jak ją do tego przekonać.” Albo „Mam 16 lat i uprawiałem z dziewczyną petting, jednak bez zabezpieczenia. Boję się teraz, że dziewczyna zajdzie w ciążę, co mam teraz zrobić?”. Są też jeszcze bardziej dobijające teksty w stylu „Całowałam się z chłopakiem i boję się, że zaszłam w ciążę”. Moi mili, najchętniej bym powiedział, że to wszystko jest wymyślone, ale są to autentyczne treści, na które się w życiu napotkałem. I sam już nawet nie wiem, czy współczesnej młodzieży się nudzi, że piszą do gazet takie bzdury czy są naprawdę takimi głąbami, w każdym razie statystyki mówią same za siebie: średni wiek inicjacji seksualnej wynosi 16 lat! A znane są jeszcze lepsze przypadki: najmłodszy tatuś świata wierzcie mi lub mnie pochodzi z Wielkiej Brytanii i miał zaledwie 9 lat, kiedy bawił się w lekarza ze swoją starszą koleżanką!!! Nie wiem, mówcie mi, że jestem nie z tej epoki, że średniowiecze się skończyło bądź, że jestem zbyt staroświecki, ale niedobrze mi się robi, kiedy słyszę o bezpruderyjnych poczynaniach dzisiejszej młodzieży, która widać lubi sobie używać z życia!
Dla mnie jeżeli ktoś się zaczyna bzykać ze swoim lubym/lubą już w wieku 15-16 lat to albo jest jakiś niedorozwinięty albo niedowartościowany!!! Kto rzeźbi takich ludzi?! Gdzie się podziała własna wartość, własna godność?! Jeżeli dziewczyna idzie z chłopakiem do łóżka w tak młodym wieku to wedle mnie robi z siebie kobietę o najstarszym zawodzie świata, zresztą z facetem jest tak samo! Bo w co mam uwierzyć, że się bzyknęli z miłości?! Chodzą ze sobą raptem od trzech miesięcy i już wiedzą, że są tymi jednymi jedynymi i to w wieku 15-16 lat!!! Jak w 3 miesiące można zbudować związek oparty na miłości typu forever, kiedy to gównażeria lata po sklepach i bawi się pokemonami?! No sory jak kogoś młodego w tym momencie urażę, ale zakładam, że Ci, którzy z pokemonów wyrośli są w miarę dojrzali i potrafią poczekać z decyzją o rozpoczęciu współżycia i im się zbytnio nie spieszy! Bo taka jest racja, a Szef ma zawsze rację: współżycie to sprawa niezwykle dojrzała wymagająca niezwykłej dojrzałości od niezwykle dojrzałej osoby. A dojrzałość ta polega na wstrzemięźliwości, cierpliwości i prawdziwej miłości do drugiej osoby, której nie da się wynieść w wieku poniżej 17-18 lat, bo to jeszcze nie ten etap! A nie, że gość bądź gościara przekroczą pietnastkę, a więc wiek kończący nadzór kuratora i już im hormony buzują! Buzują Ci Mistrzu hormony? To jazda do kibla z CKM-em w rękach i jechana na ręcznym! Dziewczyna tak samo, jak niewyżyta to niech się ponapala na jakiegoś Orlandoo Blooma czy tam innego gościa i też akcja pt. samozaspokajanie! Lepsze to niż bara-bara gównażerii w krzakach, która niszczy własną godność i własną wartość moralną! Teraz zdanie dla tych bardziej dojrzałych: nawet jeśli jesteś ze swoim partnerem/partnerką według Ciebie wystarczająco długo i go mocno kochasz, a mimo to wahasz się z decyzją rozpoczęcia współżycia – poczekaj jeszcze, gdyż znaczy to, że nie jesteś jeszcze gotowy/gotowa.
PS. Notka dla młodocianych debili, którym się spieszy:
- Jak już mnie dzięki tej notce mnie nienawidzisz i na przekór mym słowom dalej chcesz se użyć z życia – zainwestuj w gumki bądź inną antykoncepcję. Choć z drugiej strony nie wiem na co tą gumę założysz, gdyż do dojrzałej decyzji o seksie trzeba mieć jaja – Ty spiesząc się z tą decyzją pokazujesz, że ich nie masz.
KOśCIół, a edukacja polska
Tyle z krótkiej historii, czas na refleksje tego pomysłu i jedyne co mi się nasuwa to CZYSTA GłUPOTA!!! Jakim prawem religia jest liczona do średniej ocen?!?! Jakim to trzeba być tumanem i ignorantem, aby wprowadzić coś takiego do polskich szkół? Uważam, że już sam pomysł wprowadzenia religii do szkół jest trefny, bo narusza pewne normy tolerancji. Dlaczego w szkołach publicznych wykłada się religię rzymsko-katolicką, a nie np. Islam, judaizm lub buddyzm?! Wedle mnie jest to pewnego rodzaju ograniczanie wolności wyznaniowej! Kto powiedział, że polska to kraj wyłącznie katolików?! Żyjemy w państwie kościelnym czy świeckim?! Moi mili, o ile pomysł religii nieobowiązkowej w szkołach był jeszcze znośny, o tyle pomysł pana z LPR-u jest czystym aktem braku tolerancji wobec innych wyznań! Ale ktoś powie, że nie mam racji, bo przecież religia nie jest obowiązkowa, można z niej w końcu zrezygnować i uczęszczać na etykę. Słuchajcie, ja nie wiem jak jest u Was, ale w mojej szkole i w placówkach moich znajomych taki przedmiot nie istnieje! I to nie dlatego, że wszyscy w szkole to katolicy, tak dobrze nie ma! Powód jest taki, że prawdziwych ateistów jest na tyle mało, że szkoła nie będzie płaciła za dodatkowy przedmiot i za dodatkowe godziny lekcyjne dla nauczyciela! I to właśnie ten argument przyczynia się do tego, aby stwierdzić, że "mądry" człowiek z LPR-u uczynił religię przedmiotem obowiązkowym! Jedyną swobodę, jaką w tym chorym systemie wprowadził jest fakt, że nawet w wypadku oblania semestru z religii nie wolno z tego przedmiotu powtarzać klasy. Ale na co zda się to ateiście, skoro ten laczek na semestr będzie liczony do średniej? No i jedziemy: j. polski - 5, matematyka -4, fizyka - 5, chemia - 4 itp. itd. Oceny tak lecą na przemian, wciąż dobry i bardzo dobry, a przedmiotów jest w sumie 13 (wykluczając religię). Średnia z tego wychodzi ponad 4,5. Teraz dodajmy do tego religię - ocena niedostateczna. Wychodzi nam, że musimy podzielić 60:14, co jest równe ponad 4,2. Ludzie, szlag mnie trafia na samą myśl, że przez przedmiot, którego ktoś sam duchowo nie uznaje koleś musi mieć średnią niższą aż o trzy dziesiąte! Ale oczywiście zawsze może ktoś powiedzieć, że jakby mu zależało to by się nauczył i by nie było problemu. Ale problem jest, bo to nie jest matma bądź język polski, gdzie wystarczy zapodać durną regułkę. To jest przedmiot o wierze, którą albo się wyznaje albo nie! Ateista jest tu traktowany tak samo jak młody polak uczący się w latach 50. XX wieku historiii mówiącej, że odpowiedzialni za zbrodnię w Katyniu są winni Niemcy! Moi mili, i jednemu i drugiemu wciskano kit, z tym, że komunista uznaje taką teorię, że rusek jest zawsze Twoim przyjacielem, a katolik uznaje Trójcę Świętą! Ale ateista tej Trójcy nie uznaje, bo w nią nie wierzy, ale durna oświata każe Ci w to wierzyć (a ściślej na lekcji religii głosić), bo jak nie to laczek na semestr i o ślicznej średniej możesz pomarzyć!! I tak samo jest z protestantami, muzułmanami, Żydami, hindusami, deistami i innymi wyznaniami niekatolockimi! Wszystkie są zrzucane na bok, jak odpad, który powinno się skasować i pod żadnym warunkiem nie uczyć w szkołach publicznych. Ostatnio nawet jeden z posłów PiS-u dał w telewizji do zrozumienia, że szkoła publiczna do szkoła katolicka!! Ja się kurde pytam od kiedy, to co, jak jestem ateistą to mi oświata zabroni do niej uczęszczać, co oni niepoważni w tym Sejmie są czy jak? Prawo do nauki zapewnia mi sama Konstytucja, która jednocześnie zapewnia obywatelom prawo do wolności słowa, przekonań, poglądów, wyznań. Tylko dlaczego nikt tego nie respektuje, a zwłaszcza oświata, która jest przecież fundamentem polskiego pokolenia ludzi wykształconych!! I na kogo w takim systemie wyrosną - na ignorantów czy na niby katolików wierzących tylko dlatego, bo im każe system?
W jednym z kolejnych postów wypowiem się także o propozycji zdawania matury z religii, teraz dam sobie już spokój, bo od tego pisania i rozpamiętywania polskiego rządu szlag mnie trafia...