niedziela, 30 grudnia 2007

PODSUMOWANIE roku 2007

Z racji, że dziś mija 365 dzień roku 2007, pozwolę sobie podsumować jego wydarzenia.

Najpierw może zacznę od najważniejszych wydarzeń w kraju i na świecie. Zapewne każdy się ze mną zgodzi, że było to wygranie organizacji Mistrzostw Euro 2012 w Polsce (18 kwietnia 2007) oraz wybory nowego rządu (21 październik 2007). Uważam, iż organizacja tych mistrzostw jest jedną z najwyższych zaszczytów jakie można osiągnąć oraz szansą na wzrost gospodarki w naszym kraju. Jednak czy nasz rząd podoła obowiązkom, jakie niesie ze sobą ta organizacja? Nie wiem jak Wy, ale ja będę się bacznie przyglądał przygotowaniom w nadziei na sukces naszych szacownych urzędników. Z kolei 21 października odbyły się wybory parlamentarne, które wygrało PO. Czy są oni lepszym rządem? Tego nie wiem, jednak fakt, iż w rządzie, a nawet w Sejmie nie ma Samoobrony i LPR-u napawa mnie wyjątkowym entuzjazmem. Jak wiadomo PO weszło w koalicję z PSL, na ile jest to skuteczne rozwiązanie będzie można dopiero stwierdzić później, bo na razie obie partie mają zbyt krótki staż. Ja mam jednak nadzieję, że znajdzie się te 10% na podwyżki dla nauczycieli, a skąd, to już nie mój problem. Skoro mowa o partiach, należy również wspomnieć o słynnej seksaferze w wykonaniu Katarzyny Krawczyk, Stanisława Łyżwińskiego oraz oczywiście Andrzeja Leppera. Doprawdy umieram z ciekawości kto jest ojcem dziecka bezpruderyjnej Anety K., która nie wstydzi się niczego. Ze względu na moją wyjątkową „sympatię” do lewicy pozwolę sobie również przypomnieć o syndromach filipińskich byłego (na szczęście) prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, któremu wakacje na Filipinach wyraźnie zaszkodziły. Oj „Mordo Ty moja”, nawet dzieci wiedzą, że żaden alkohol choroby nie wyleczy… Teraz wydarzenia z MEN-u: w tym roku religia została zakwalifikowana jako przedmiot liczony do średniej (na ten temat umieszczona została stosowna notka), a pan Giertych wybrał zajebiaszczą garderobę dla uczniów. Obiecał darmowe podręczniki, a zamiast tego zagwarantował dodatkowe wydatki na mundurki. Rodzice się cieszą, że znowu im portfele schudną, a dzieci, że chodzą w stylu mistera G.:). Z kolei ze świata pozwolę sobie wspomnieć jedynie o trwającej wojnie w Iraku pochłaniającej setki tysiące ofiar, której końca nie widać…

Teraz coś dla fanatyków samochodów takich jak ja, więc wszelkie osoby nieznające się na czterech kółkach proszę o ominięcie tego akapitu. Przede wszystkim należy wspomnieć o znaczącym wzroście (bo aż o 23%) sprzedaży pojazdów nowych w stosunku do roku poprzedniego i to przy niesłabnącym imporcie samochodów z Zachodu. Liderem rynku jest Toyota, później Skoda, a na trzecim miejscu uplasował się Fiat. Do tego w tym roku na rynek weszły takie pojazdy jak Mercedes C-klasa z dziwnie wyglądającym kokpitem, Ford Mondeo, który wedle mnie jest spłaszczoną wersją Forda S-Maxa ze zmienioną karoserią oraz Renault Laguna, która prezentuje się równie dobrze jak gigant w maluchu. W minionym roku stworzono również następcę Peugeota 307 – model 308, który wedle mnie wygląda gorzej od poprzednika, ale być może będzie mniej awaryjny. Ze wschodu przybyła do nas Kia Cee’d, samochód stworzony w Europie z myślą o rynku europejskim. Jak na razie prezentuje się dobrze zmieniając diametralnie tandetną przeszłość koncernu, co potwierdzają wyniki sprzedaży – ponad 4 tysiące egzemplarzy od czasu wejścia na polski rynek. Uważam, że dla zmotoryzowanych Polaków największym hitem minionego sezonu jest wejście na rynki międzynarodowe kultowego następcy Fiata 500, czyli nowego Fiata 500. Jest to o tyle ważne, iż włoski producent tak bardzo ufa naszym fabrykom, iż jego produkcję zlecił tylko i wyłącznie pracownikom w Tychach. Jak na razie model ten sprzedaje się jak świeże bułeczki, a popyt wciąż rośnie. Było optymistycznie, teraz będzie mniej entuzjastycznie. W minionym roku w Polsce zbudowano aż 8 kilometrów autostrad!!! Brawo, bis dla naszego rządu, że przez 12 miesięcy udało mu się stworzyć aż 8000 metrów autostrady, co daje nam łączną sumę 674 kilometrów autostrad w całym kraju!!! Ale nie ma co się przejmować, w końcu autostrada A1 w Niemczech ma długość zaledwie 730 kilometrów, ale fakt, że w jest tam ponad 50 takich autostrad chyba nikogo nie przeraża!! W ogóle dlaczego ja się złoszczę, przecież na każdego Polaka przypada aż 1,76% autostrady (źródło „Auto Świat”)!!! Ale nie bójmy się, przecież przy takim tempie nasze praprawnuki będą mogły się nacieszyć przyjemnością, jaką jest jazda po polskich autostradach.

Teraz wydarzenia z mojego życia… W tym roku poznałem wielu sympatycznych ludzi, którzy starają się mnie obdarzać przyjaźnią i odwrotnie. Ludzi, którzy mi się zwierzają i którym ja się zwierzam, tak więc kochani, dziękuję, że jesteście i mnie wspieracieJ. Zaznałem wreszcie smaku dorosłości oraz odebrałem swój pierwszy dowód osobisty. Ponadto rok 2007 wspominam jako sezon wiecznych melanży i wieeeeeeeelu promili spożytych z ekstra ludźmiJ. Zapisałem się wreszcie na wymarzone prawo jazdy, które w przyszłym roku mam nadzieję zdać oraz stałem się mądrzejszy na wskutek odbytych doświadczeń przez 365 dni. Pierwszy raz zarobiłem wreszcie własne pieniądze przez ciężką pracę, w której przynajmniej było śmiesznie (Mazowsze Rulezz:D). Do tego założyłem ten blog, w którym mogę z czystym sumieniem usypiać czytelników:P.

Czego bym chciał w nadchodzącym roku 2008? Na razie moim największym marzeniem jest zdanie prawka i bujana samochodem po autostradach, których mam nadzieję będzie więcej. Chciałbym dalej poznawać ciekawych ludzi oraz móc nieść im pomoc. Jak powiem, że chcę pokoju na świecie to będzie zbyt banalne, ale tego też chcę. Pragnę też zrozumienia wśród ludzi którzy mnie nie rozumieją i abym sam też ich rozumiał, żeby moje metody w tym co robię były lepsze i żebym poznawał nowe. Zapewne moi bliżsi znajomi chcieliby usłyszeć, że pragnę związać się wreszcie z kimś na stałe, ale mają pecha – na takie rzeczy przyjdzie jeszcze pora, teraz jest czas na używanie sobie z życia (w granicach moralności oczywiście:P). Z cech charakteru jakich pragnę to aby nigdy nie opuszczał mnie mój niepohamowany optymizm, żebym zawsze starał się dostrzegać dobre strony i wizje przyszłości, czego życzę również i Wam. Czytelniku, który usypiasz przy tym blogu: z okazji Nowego Roku życzę Ci, abyś był zawsze szczęśliwy, radosny, uśmiechnięty, żebyś zawsze starał się myśleć racjonalnie, a przy tym entuzjastycznie, i abyś cenił to co masz i ludzi którzy Cię otaczają, bo to oni są sensem naszego istnienia!

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2008!

sobota, 29 grudnia 2007

MATURA z religii

Dzisiejszy temat dotyczy kolejnego pomysłu pewnego zdolnego inaczej ministra z LPR, który zaproponował dobrowolne zdawanie matury z religii.

Już chyba każdy zna moje podejście odnośnie religii w szkołach, więc nikogo zapewne nie zdziwi fakt, jeśli maturę z tego przedmiotu również uznam za totalną durnotę! Po raz kolejny nasuwa mi się pytanie: żyjemy w państwie kościelnym czy świeckim? Moi mili, uznałbym ten pomysł za dobry, jednak tylko wtedy, gdyby była to matura z RELIGIOZNAWSTWA! Ale nie, jest to matura z religii rzymskokatolickiej, gdzie trzeba pisać o Głównych Prawdach Wiary, Dekalogu i reszty regułek jakie uznaje Kościół. I znów jest to dla mnie akt braku tolerancji wobec innych religii! Dlaczego ewentualna matura z tego przedmiotu miałaby dotyczyć tylko i wyłącznie katolicyzmu pomijając inne wyznania jak Islam, protestantyzm, prawosławie?! Gdzie na mapie Polski jest pieczątka: Rzeczpospolita Polska Katolicka?! Czy naprawdę w tym kraju nie dostrzega się innych wyznań, poglądów? Pomysł uznałbym za dobry, gdyby dotyczył on wszystkich ważniejszych (popularniejszych wyznań), gdzie np. trzeba podać wszystkich bogów w hinduizmie bądź historię Islamu. Od razu powiem, że mnie osobiście czegoś takiego na religii uczą, ale z góry zakładają, że są to chore wyznania, więc wątpliwe, aby coś takiego znalazło się na maturze z owego przedmiotu!

W tym momencie pragnę zauważyć swoistą hipokryzję Kościoła Katolickiego. U mnie Ksiądz mówiąc o hinduizmie i jej przeszłości głosił, jaka to zła i bezwartościowa religia. A dlaczego nikt w szkole nie mówi nam o świętej inkwizycji, która paliła heretyków na stosie? Dlaczego milczą o Radiu Maryja, stacji propagującej rasizm w Polsce? Dlaczego słowa nie wspomną, że w Kościele Katolickim istniał papież Aleksander XVI, który produkował dzieci na lewo i prawo i którego uważa się za twórcę mafii?! Śmiać mi się chce, kiedy słyszę, że chrześcijaństwo to jedyna droga człowieka do zbawienia, która od wieków świeci przykładem! Olek XVI, który bzykał panienki z ulicy ma być dla mnie wzorem, a palenie ateisty na stosie mam wychwalać?! Cieszę się jedynie, że te wszystkie czasy dawno minęły i że dziś Kościół jest w miarę cywilizowany, jednak dlaczego zabrania on stosowania antykoncepcji lub nakłada celibat na duchownych?! Jakoś w protestantyzmie celibat zniesiono i nikt nie narzeka, za to wśród księży katolickich szerzy się pedofilia! Wszystkie te moje argumenty nakłaniają mnie do ateizmu, a raczej deizmu. Wierzę w Boga, ale nie uznaję Kościoła Katolickiego, ale przez mądrego pana z LPR muszę chodzić na religię i głosić na lekcji poglądy sprzeczne często z moimi własnymi.

Moi kochani, niektórzy z Was czytając ten blog mogą poczuć się pokrzywdzeni, dlatego na końcu dodam krótkie sprostowanie. Choć jestem deistą, szanuję wszelkie panujące na świecie religie, które nie krzywdzą bezpośrednio istoty ludzkiej. Choć wyraziłem się niepochlebnie na temat Kościoła Katolickiego, wiedzcie, że akceptuję istnienie tego Kościoła oraz innych wyznań oraz niekiedy doceniam jego wkład w sytuację na świecie (jak np. namowy do pokoju). Szanuję wszelkie wyznania, zarówno katolików jak i protestantów, Żydów jak i muzułmanów, księży jak i świeckich. Poprzez zamieszczenie tego tekstu nie chcę nawracać wierzących na ateizm bądź deizm, bo jest to bezsens. Pisząc ten blog pragnę wyrazić bunt przeciwko szerzeniu wiary katolickiej w oświacie chcąc udowodnić, że jest to jawna dyskryminacja innych wyznań w Polsce. Chcę żyć w kraju świeckim, gdzie rząd i MEN (Ministerstwo Edukacji Narodowej) skupiają się jedynie na merytorycznych dowodach istnienia świata, a nie cudach bądź prawdach głoszonych przez Watykan. Uważam, że Kościół powinien być wyraźnie oddzielony od rządu i nie powinien mieć żadnego wpływu na edukację w polskich szkołach publicznych. Pewien duchowny powiedział, że dzięki maturze z religii wierzący będą mogli łatwiej się dostać na seminaria bądź studia teologiczne. Natomiast ja sądzę, że będzie to tylko i wyłącznie utrudnienie, bo i tak aby dostać się na obrany kierunek – należy zdać egzaminy wewnętrzne. Dlatego będzie to zbędna trudność dla wierzących niosąca zarazem dyskryminację wobec innych religii. Bądźmy krajem świeckim, gdzie ludzie mają prawo do swobodnego głoszenia poglądów i wyznań, gdzie toleruje się wszystkie istniejące religię, a nie wskazuje za panującą Kościół Rzymsko-Katolicki nie dostrzegając innych teorii na istnienie świata.

czwartek, 27 grudnia 2007

SEKS i gównażeria

Moim dzisiejszym tematem, jaki pragnę poruszyć jest seks wśród nastolatków.

Kolejny raz z rzędu miałem okazję przeczytać fragmenty czasopism dla nastolatków, gdzie często w trybunie „Nasze problemy” nierzadko znajdę taki oto tekst:

„Mam 15 lat, od 3 miesięcy chodzę z dziewczyną i chciałbym zacząć z nią współżyć, ale nie wiem jak ją do tego przekonać.” Albo „Mam 16 lat i uprawiałem z dziewczyną petting, jednak bez zabezpieczenia. Boję się teraz, że dziewczyna zajdzie w ciążę, co mam teraz zrobić?”. Są też jeszcze bardziej dobijające teksty w stylu „Całowałam się z chłopakiem i boję się, że zaszłam w ciążę”. Moi mili, najchętniej bym powiedział, że to wszystko jest wymyślone, ale są to autentyczne treści, na które się w życiu napotkałem. I sam już nawet nie wiem, czy współczesnej młodzieży się nudzi, że piszą do gazet takie bzdury czy są naprawdę takimi głąbami, w każdym razie statystyki mówią same za siebie: średni wiek inicjacji seksualnej wynosi 16 lat! A znane są jeszcze lepsze przypadki: najmłodszy tatuś świata wierzcie mi lub mnie pochodzi z Wielkiej Brytanii i miał zaledwie 9 lat, kiedy bawił się w lekarza ze swoją starszą koleżanką!!! Nie wiem, mówcie mi, że jestem nie z tej epoki, że średniowiecze się skończyło bądź, że jestem zbyt staroświecki, ale niedobrze mi się robi, kiedy słyszę o bezpruderyjnych poczynaniach dzisiejszej młodzieży, która widać lubi sobie używać z życia!

Dla mnie jeżeli ktoś się zaczyna bzykać ze swoim lubym/lubą już w wieku 15-16 lat to albo jest jakiś niedorozwinięty albo niedowartościowany!!! Kto rzeźbi takich ludzi?! Gdzie się podziała własna wartość, własna godność?! Jeżeli dziewczyna idzie z chłopakiem do łóżka w tak młodym wieku to wedle mnie robi z siebie kobietę o najstarszym zawodzie świata, zresztą z facetem jest tak samo! Bo w co mam uwierzyć, że się bzyknęli z miłości?! Chodzą ze sobą raptem od trzech miesięcy i już wiedzą, że są tymi jednymi jedynymi i to w wieku 15-16 lat!!! Jak w 3 miesiące można zbudować związek oparty na miłości typu forever, kiedy to gównażeria lata po sklepach i bawi się pokemonami?! No sory jak kogoś młodego w tym momencie urażę, ale zakładam, że Ci, którzy z pokemonów wyrośli są w miarę dojrzali i potrafią poczekać z decyzją o rozpoczęciu współżycia i im się zbytnio nie spieszy! Bo taka jest racja, a Szef ma zawsze rację: współżycie to sprawa niezwykle dojrzała wymagająca niezwykłej dojrzałości od niezwykle dojrzałej osoby. A dojrzałość ta polega na wstrzemięźliwości, cierpliwości i prawdziwej miłości do drugiej osoby, której nie da się wynieść w wieku poniżej 17-18 lat, bo to jeszcze nie ten etap! A nie, że gość bądź gościara przekroczą pietnastkę, a więc wiek kończący nadzór kuratora i już im hormony buzują! Buzują Ci Mistrzu hormony? To jazda do kibla z CKM-em w rękach i jechana na ręcznym! Dziewczyna tak samo, jak niewyżyta to niech się ponapala na jakiegoś Orlandoo Blooma czy tam innego gościa i też akcja pt. samozaspokajanie! Lepsze to niż bara-bara gównażerii w krzakach, która niszczy własną godność i własną wartość moralną! Teraz zdanie dla tych bardziej dojrzałych: nawet jeśli jesteś ze swoim partnerem/partnerką według Ciebie wystarczająco długo i go mocno kochasz, a mimo to wahasz się z decyzją rozpoczęcia współżycia – poczekaj jeszcze, gdyż znaczy to, że nie jesteś jeszcze gotowy/gotowa.

PS. Notka dla młodocianych debili, którym się spieszy:

- Jak już mnie dzięki tej notce mnie nienawidzisz i na przekór mym słowom dalej chcesz se użyć z życia – zainwestuj w gumki bądź inną antykoncepcję. Choć z drugiej strony nie wiem na co tą gumę założysz, gdyż do dojrzałej decyzji o seksie trzeba mieć jaja – Ty spiesząc się z tą decyzją pokazujesz, że ich nie masz.

KOśCIół, a edukacja polska

W mym pierwszym tekście skupię się na istnieniu Kościoła w systemie oświaty polskiej. Jak powszechnie wiadomo, od 1990 roku w polskich szkołach istnieje możliwość uczęszczania na lekcje religii, gdzie pobiera się wiedzę na temat religii rzymsko-katolickiej. Przez bardzo długi okres czasu przedmiot ten był nieobowiązkowy i nieliczony do średniej ocen. Jednak w 2006 roku pewien bardzo mądry pan minister z LPR-u postanowił zmienić tę sytuację, oraz zaliczył ten przedmiot jako liczony do średniej ocen.

Tyle z krótkiej historii, czas na refleksje tego pomysłu i jedyne co mi się nasuwa to CZYSTA GłUPOTA!!! Jakim prawem religia jest liczona do średniej ocen?!?! Jakim to trzeba być tumanem i ignorantem, aby wprowadzić coś takiego do polskich szkół? Uważam, że już sam pomysł wprowadzenia religii do szkół jest trefny, bo narusza pewne normy tolerancji. Dlaczego w szkołach publicznych wykłada się religię rzymsko-katolicką, a nie np. Islam, judaizm lub buddyzm?! Wedle mnie jest to pewnego rodzaju ograniczanie wolności wyznaniowej! Kto powiedział, że polska to kraj wyłącznie katolików?! Żyjemy w państwie kościelnym czy świeckim?! Moi mili, o ile pomysł religii nieobowiązkowej w szkołach był jeszcze znośny, o tyle pomysł pana z LPR-u jest czystym aktem braku tolerancji wobec innych wyznań! Ale ktoś powie, że nie mam racji, bo przecież religia nie jest obowiązkowa, można z niej w końcu zrezygnować i uczęszczać na etykę. Słuchajcie, ja nie wiem jak jest u Was, ale w mojej szkole i w placówkach moich znajomych taki przedmiot nie istnieje! I to nie dlatego, że wszyscy w szkole to katolicy, tak dobrze nie ma! Powód jest taki, że prawdziwych ateistów jest na tyle mało, że szkoła nie będzie płaciła za dodatkowy przedmiot i za dodatkowe godziny lekcyjne dla nauczyciela! I to właśnie ten argument przyczynia się do tego, aby stwierdzić, że "mądry" człowiek z LPR-u uczynił religię przedmiotem obowiązkowym! Jedyną swobodę, jaką w tym chorym systemie wprowadził jest fakt, że nawet w wypadku oblania semestru z religii nie wolno z tego przedmiotu powtarzać klasy. Ale na co zda się to ateiście, skoro ten laczek na semestr będzie liczony do średniej? No i jedziemy: j. polski - 5, matematyka -4, fizyka - 5, chemia - 4 itp. itd. Oceny tak lecą na przemian, wciąż dobry i bardzo dobry, a przedmiotów jest w sumie 13 (wykluczając religię). Średnia z tego wychodzi ponad 4,5. Teraz dodajmy do tego religię - ocena niedostateczna. Wychodzi nam, że musimy podzielić 60:14, co jest równe ponad 4,2. Ludzie, szlag mnie trafia na samą myśl, że przez przedmiot, którego ktoś sam duchowo nie uznaje koleś musi mieć średnią niższą aż o trzy dziesiąte! Ale oczywiście zawsze może ktoś powiedzieć, że jakby mu zależało to by się nauczył i by nie było problemu. Ale problem jest, bo to nie jest matma bądź język polski, gdzie wystarczy zapodać durną regułkę. To jest przedmiot o wierze, którą albo się wyznaje albo nie! Ateista jest tu traktowany tak samo jak młody polak uczący się w latach 50. XX wieku historiii mówiącej, że odpowiedzialni za zbrodnię w Katyniu są winni Niemcy! Moi mili, i jednemu i drugiemu wciskano kit, z tym, że komunista uznaje taką teorię, że rusek jest zawsze Twoim przyjacielem, a katolik uznaje Trójcę Świętą! Ale ateista tej Trójcy nie uznaje, bo w nią nie wierzy, ale durna oświata każe Ci w to wierzyć (a ściślej na lekcji religii głosić), bo jak nie to laczek na semestr i o ślicznej średniej możesz pomarzyć!! I tak samo jest z protestantami, muzułmanami, Żydami, hindusami, deistami i innymi wyznaniami niekatolockimi! Wszystkie są zrzucane na bok, jak odpad, który powinno się skasować i pod żadnym warunkiem nie uczyć w szkołach publicznych. Ostatnio nawet jeden z posłów PiS-u dał w telewizji do zrozumienia, że szkoła publiczna do szkoła katolicka!! Ja się kurde pytam od kiedy, to co, jak jestem ateistą to mi oświata zabroni do niej uczęszczać, co oni niepoważni w tym Sejmie są czy jak? Prawo do nauki zapewnia mi sama Konstytucja, która jednocześnie zapewnia obywatelom prawo do wolności słowa, przekonań, poglądów, wyznań. Tylko dlaczego nikt tego nie respektuje, a zwłaszcza oświata, która jest przecież fundamentem polskiego pokolenia ludzi wykształconych!! I na kogo w takim systemie wyrosną - na ignorantów czy na niby katolików wierzących tylko dlatego, bo im każe system?

W jednym z kolejnych postów wypowiem się także o propozycji zdawania matury z religii, teraz dam sobie już spokój, bo od tego pisania i rozpamiętywania polskiego rządu szlag mnie trafia...